przez krys840 Sat Aug 28, 2010 9:34 pm
Brałem w sumie półtorej roku i poszedłem ostatnio do psychiatry i oddałem mu wszystkie leki. Lepiej jest bez leczenia, ale wiem też, że problemy też się nie rozwiążą samoistnie. Ktoś może powiedzieć, że lepiej być dosyć otępiałym warzywem ( liczne skutki uboczne ), niż zaryzykować powikłania na skutek depresji i jakichś psychoz czy po prostu wykwintów natury na miarę patologicznego wyczerpania. Dobrze jest, jeśli ktoś udokumentuje to, co przeżywamy, niż żeby ocknąć się, że degeneracja fizyczna popchnęła nas w różne strony. Jedni przegrywają wszystko w hazard, inni mają chwile szczytu, które prowadzą ich do wypadków, czasem z bezmyślności... Nieszczęścia nie dzieją się przypadkiem i czując się jakby przegranym czy outsiderem teraz mamy czas i możliwości jeszcze na chłodno kalkulować, zanim np. kryzys wyciśnie z ciebie wszystko - dostajesz odprawę, a twoja rodzina żyje w ubóstwie... Zanim wypłyniemy na szerokie wody, to może poszukać czasem lepiej opieki socjalnej, choćby czasowo ( w sensie współpraca z lekarzem, być może na początku na jego warunkach; ja mam rentę socjalną ).
Mówią, że jak zaczynasz się leczyć, to przechodzą ci ambicje z czasem. Niestety, to po latach wychodzi z ciebie, bo to forma umartwiania ciała, tzn., skutki leczenia powodują, że wpada się w pętlę doświadczeń. Mianowicie samo leczenie wyzuwa z sił, a człowiek godzi się, żeby trwać raczej na uboczu. Można znaleźć jakąś alternatywę, ale należy pamiętać, że samo leczenie, to jakby pójść zupełnie pod prąd. Można się rozczarować, że odkładamy standardowe role na długo. Ale mieć opiekę socjalną powiedzmy i ciągle perspektywy, to może też być cenne.
To moje uogólnienia na temat leczenia i innych rzeczy.
Czułem się generalnie po leczeniu, jak gdyby zaostrzał stan lęków i fatalnego nastroju marihuaną. Jak gdyby palić na smutno, także gdy miałem myśli samobójcze, to leczenie je potęgowało albo bezpośrednio wywoływało... Hospitalizacje to efekt leczenia, bo po trzech tygodniach łykania tabletek mój stan ogólny był drastyczny. Prawie nigdy nie męczyłem się tak, jak podczas intensywnego leczenia.
Jadę na przejażdżkę
Z najlepszym przyjacielem
Mam nadzieję że już nigdy mnie nie zawiedzie
Wie dokąd mnie zabiera
Tam gdzie chcę być
Unosimy się wysoko
Patrzymy na świat pod nami
Nie chcę już zejść na dół
I postawić swoich stóp
Z powrotem na ziemi DM